Historia żoliborskiego powstańca

Piotr Badmajew

 

HISTORIA ŻOLIBORSKIEGO POWSTAŃCA

Warszawa 2008, IW PAX

 

Przygotowania do walki

 

s.26-27

 

Zbiórki mojej drużyny odbywały się raz w tygo­dniu przy Marszałkowskiej 84, na czwartym piętrze. Naszym drużynowym był kapral „Skarbek" (Ta­deusz Malinowski), starszy, szczupły pan w oku­larach, zginął pod Babicami. Sekcyjnym był „Ryś" (Andrzej Korobowicz), niski blondyn o nieco krzy­wych nogach, zginął pod Babicami. Byli też strzelcy: „Czwartak" (Bronisław Głodkiewicz), szczupły, śre­dniego wzrostu blondyn o czujnych, inteligentnych niebieskich oczach, zginął pod Babicami, „Prus" (Jerzy Wiśniewski), o niesłychanym zasobie hu­moru, ze stałymi rumieńcami na twarzy, robiącymi wrażenie malowanych; „Tatar" (Józef Zbrzeźniak), tzw. „chłopak-pistolet"; „Góral", potężne małomówne chłopisko, robiące wrażenie zdeklarowanego mruka, nazwiska nie znam, zginął pod Babicami; „Rudy" zgodnie z pseudonimem posiadał rude włosy, niebieskie oczy i wyglądał na człowieka zrównoważonego, był najstarszy z nas wszystkich, gdyż dawałem mu około 30 lat. Zginął pod Babicami, nazwiska nie znam. Wiek pozostałych wahał się od 15 do 25 lat.

 

s.44-45

 

Oddziałek nasz powiększył się o strzelca „Zdzicha" (Maciej Bernhardt), który wrócił spod Babic w stanie skrajnego wyczerpania. Postać jego utkwi­ła mi w pamięci. Był w panterce z walterem za­tkniętym za pasem, strasznie obrośnięty, czarny, z wyraźnym piętnem tragedii, którą przeżył. Ocalał, gdyż szedł w tylnej osłonie kompanii, a później symulował martwego; po odejściu Niemców wy­czołgał się z pola śmierci.

 

Na podstawie jego relacji - kompania por. „Starży" wycofała się spod CIWF-u ostatnia i utraciła kontakt z pozostałymi oddzia­łami. „Starża" prowadził swoich ludzi bez prze­wodnika, nie znając drogi. Nad ranem oddział natrafił na stanowiska niemieckie znajdujące się pod Babicami. Zetknięcie z nieprzyjacielem nastąpiło w szczerym polu, pokrytym tylko snopami zboża. Niemcy otworzyli silny ogień z broni maszynowej oraz wprowadzili do akcji czołgi. Pierwsze szere­gi kompanii, wykorzystując zaskoczenie Niemców, przeskoczyły linie ognia, lecz znaczna większość została odcięta i wystrzelana. Nasze uzbrojenie było znikome, wielu chłopców nie posiadało żadnej broni, w takiej sytuacji jedynym ratunkiem była ucieczka. Wiedzeni ślepym instynktem chowali się w snopach zboża - ale tylko po to, by za chwilę zostać zmiażdżonymi przez czołgi. Niemcy do połowy wychyleni z włazów obrzucali powstańców granatami, a rannych dobijali z broni ręcznej. Zginęło wówczas 71 bezbronnych w istocie powstańców. To była największa klęska batalionu „Żubr", o której rzadko się wspomina3).

 

3) Oto fragment wspomnień uczestnika owego tragicznego przemarszu drugiej kompanii przez lasek Boernerowski, Macie­ja Bernhardta („Zdzich"): „Nie wiem ilu naprawdę zginęło moich towarzyszy broni pod Boernerowem. Wiem tylko, że zginęli tam moi najbliżsi i przyjaciele i że zginęli przez głupotę, brak wyobraźni, a może fanfaronadę „Starży". Zginęli zaledwie po kilku godzinach trwania powstania. Ich udział był tak krótki, że nie pamiętają ich nawet koledzy z tego samego zgrupowania, z tych samych plutonów. Pluton 237, który szedł na końcu, poniósł największe straty. Tak duże, że gdy w 1946 roku przesłuchiwała mnie bezpieka, stwierdzili, że usiłuję wprowadzić ich w błąd, bo plutonu o takim numerze nie było.
W nocy z 1 na 2 sierpnia przechodziły do Puszczy Kampinoskiej trzy kompanie. Dwie przeszły bez przeszkód i strat. Nasza - z ogromnymi stratami. Pozostałe kompanie były prowadzone przez przewodników. „Starzą" odmówił wzięcia przewodnika, twierdząc że zna drogę" (maszynopis).